n w   
large small default

NIEZALEŻNE GÓRY I PODRÓŻE - STRONA DOMOWA SIERŚCIUCHÓW
baner
Jesteś tutaj:   Start Rzecz pisana Devi Devi w Tatrach
Devi w Tatrach Drukuj Email
Wpisany przez Dominika Kowalewska   
sobota, 12 marca 2011 23:46
Devi w Tatrach - Dolina Jaworowa
Zgodnie z przewidywaniami w naszej sondzie, ogłoszonej we wrześniu tuż po urodzeniu Jagódki, Mały Sierściuch zawitał w góry mając niespełna pół roczku. Gratulujemy wszystkim, którzy typowali taki wynik. Zapraszamy jednocześnie na trzy galerie z tej pierwszej wysokogórskiej wyprawy Devi: wizyta w Dolinie Białej Wody , następnie ekstremalna wyrypa w Dolinie Jaworowej oraz objazd wokół Tatr polskich i słowackich. Pogłoski o tym, jakoby Devi przebywała za granicą nielegalnie są prawdziwe. Niemniej, nieodpowiedzialni rodzice zadbali już o pierwszy, niezbędny i w pełni 'dorosły' dokument dla swojej córci;-) Zatem kolejne wyjazdy będą przebiegać już w zgodzie z Temidą.
 
Podczas wyjazdu Tata Sierściuch pojechał zdobywać słowackie lodospady. Dolina Kwaczańska przywitała go i Wojtka pięknym słońcem, co można zobaczyć na zdjęciach. Sielankowa atmosfera skończyła się jednak już po pierwszym wyciągu, gdy na ty samym lodospadzie doszło do wypadku polskiego wspinacza - zapraszamy na zdjęcia z akcji ratunkowej z użyciem helikoptera .
 
Lodospad - Dolina KWaczańska Bardzo rzadko zdarza nam się komentować, a zwłasza krytykować jakieś miejsca noclegowe, ale tym razem robimy wyjątek. Przede wszystkim dlatego, że jadąc do Bukowiny zdecydowaliśmy się na stosunkowo drogi hotel Bukovina (cztery gwiazdki), który szczycił się na swych stronach 'luksusem', 'tradycyjną kuchnią polską' i 'profesjonalną obsługą'; no i rzecz jasna miał być to hotel 'przyjazny dzieciom'... Wystrój i położenie hotelu spełniły nasze (a właściwie tylko moje) oczekiwania, ale już cała reszta niekoniecznie... Przez cały nasz pobyt pokój nie został ANI RAZ posprzątany (mimo, iż w regulaminie wyraźnie było to zagwarantowane i co jest standardem w takich obiektach). Wi-fi działało tylko na niższych piętrach. Na wyższych (w teorii bardziej ekskluzywnych) - wi-fi nie było, a na moje dociekliwe pytania o termin naprawy Pani w recepcji uprzejmie mnie poinformowała, że jak chcę wi-fi, to sobie mogę w holu na kanapach posiedzieć...
 
Akcja ratunkowa na lodospadzie Jedzenie... To, które otrzymaliśmy w dodatkowo płatnym pakiecie, Irek określił wdzięcznym mianem 'chemicznego' i zdecydowanie odmówił konsumpcji;-) Zamówienie service room łatwe nie było (obsługa usilnie nas namawiała na osobiste stawienie się w restauracji). W końcu zamówiliśmy obiad do pokoju, który mimo przesadnie wyszukanej nazwy był jendak smaczny. Smaczny, ale tylko pierwszego dnia. Gdy dwa dni później poprosiliśmy o te same 'policzki wieprzowe, w sosie z egzotycznych grzybów itd. itp.' danie wygladało już znacznie bardziej ubogo, a rzeczone grzybki były może ze trzy - po jednym na każdą porcję. Informacja na stronie hotelu głosi, że: 'będą Państwo mogli skosztować polskich i podhalańskich specjałów w całkiem nowej otoczce lub niespotykanej do tej pory kompozycji smakowej. Poza tym doświadczenia zebrane przez naszego Szefa Kuchni powodują, że jesteśmy w stanie „wyczarować” dla Państwa każde wyimaginowane życzenie kulinarne'. No cóż, nam się zamarzyły zwykłe gotowane ziemniaki, na co Pani z obsługi nas poinformowała, że 'po siedemnastej (dodajmy: pięć minut po siedemnastej) ziemniaków nie dostaniemy, bo się za długo gotują. Mogą nam podgrzać frytki... Podgrzane frytki... bez komentarza....
 
Podróż Devi wokół Tatr Ale, żeby nie było, iż się 'czepiamy' - wszak de gustibus non est disputandum i gdzieś na świecie na pewno żyją miłośnicy odgrzewanych frytek - warto wspomnieć o jasnej stronie hotelu: dostosowaniu do potrzeb najmłodszych. Nie ośmieliliśmy się testować tak zachwalanej opieki nad dziećmi, ale za to wybraliśmy się na spacer wokół ogromnego kompleksu hotelowego. Nic to, że cały teren wokół usiany schodkami jest nie-do-pokonania z wózkiem. Można przecież pojechać na spacer do centrum Bukowiny. Owszem, można-tyle tylko, że stromym podjazdem przeznaczonym dla aut. Zadanie trudne, a przy zalegającym na poboczu drogi śniegu, także niebezpieczne. Może się wydawać, że powyższe braki to tylko jakieś drobiazgi, Jednak pamiętajmy, że mowa o czterogwiazdowym hotelu, w którym cena pokoju waha się od 500 do 1550 zl. Tutaj wymangania są jednak wyższe.

Czy zatem hotel popsuł nam wyjazd do Bukowiny? Wręcz przeciwnie! Wycieczka była fantastyczna. Pojechaliśmy tam w końcu, żeby pokazać Jagódce nie luksusowy hotel z wykwintną kuchnią, a nasze ukochane Tatry. A te są zawsze jednakowo piękne:-)

Poprawiony: wtorek, 07 czerwca 2011 07:59
 
Reklama